Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraut-rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraut-rock. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2011

A Trip To Marineville (1979)


Swell Maps to kolejna legendarna formacja post-punkowa, której wpływy sięgają aż do dzisiaj. Wzorowało się (czytaj - ściągało, co się da) na nich m. in. sławne Sonic Youth (sam Thurston Moore powiedział, że to jedna z jego ulubionych kapel). Głównymi postaciami zespołu byli bracia Nikki Sudden (Adrian Nicholas Godfrey) i Epic Soundtracks (Kevin Paul Godfrey) [ten drugi wygrał zresztą batalię z tak samo nazywającą się wytwórnią płytową, która w efekcie musiała zmienić nazwę]. Tychże dwóch braci nasłuchało się glam rocka (T. Rex) i krautrockowego eksperymentalizmu (Can), połączyli to z modną w tym czasie estetyką punkową... i wyszedł im jeden z najlepszych albumów końca lat '70, moim skromnym zdaniem. Słuchając tej płyty, czuję się trochę, jakbym jechał kolejką górską - wprost ku otchłaniom "manii". Zaczyna się dość typowo, od mocno punkowego H.S. Art; później napierdala Spitfire Parade, zaraz potem szaleńcze Harmony In Your Bathroom. Później jeszcze parę kawałków już trochę mniej punkowych... Aż wreszcie dochodzimy do głównego punktu programu - Gunboats:


8 minut psychodelicznego eksperymentalizmu. Brak mi słów na opisanie tego, co czuję, słuchając tego utworu. Dodajmy jeszcze 7 minut czystej improwizacji zaraz potem i wychodzą godni następcy Can. Nie mogę chyba dodać nic więcej, trzeba się po prostu przekonać samemu, jak to wychodzi w praniu.

Link w "czytaj więcej".

niedziela, 17 kwietnia 2011

The Only Fun in Town (1981)


Josef K (1979-1982) to kolejny post-punkowy zespół, charakteryzujący się dosyć chwytliwymi melodiami, "tanecznym" basem i kraut-rockowym rytmem. Czyli zmieszali wszystko to, co najlepsze. Grupa jest raczej mało znana i wydała tak naprawdę tylko jedną płytę, The Only Fun in Town (tutaj z dołączonym innym, niewydanym oficjalnie albumem Sorry for Laughing). Klimatem nieco przypomina Joy Division, aczkolwiek jest chyba bardziej przystępna i mniej posępna, niż płyty wspomnianego zespołu. Jak już napisałem, melodie są naprawdę chwytliwe, a basista jest moim bogiem (chciałbym grać jak on, serio); również perkusja nadaje albumowi świetne tempo i nie można się znudzić podczas odsłuchu. Jest parę "spokojniejszych" utworów, ale nie oznacza to, że są nudne (wręcz przeciwnie). Jak zwykle, polecam i pozdrawiam (chociaż fajnie by było, gdybyście mogli się podzielić swoją opinią w komentarzach, nie miałbym wrażenia, że piszę notki dla botów :-P), link w "czytaj więcej".

niedziela, 10 kwietnia 2011

Fade Out (1987)



Loop (1986-1991) to grupa grająca rock z pogranicza psychodelii i prostego, garażowego grania. Pomyślcie o tym, jak o połączeniu transu z utworów Spacemen 3 i żywiołowości The Stooges. Zresztą, co ja będę gadał, dałem linka do ich, moim zdaniem, najlepszego utworu z płyty Fade Out, którą dzisiaj prezentuję. Opiera się głównie na schemacie "trzy akordy, darcie mordy", ale w połączeniu z wszystkimi efektami i kraut-rockowym rytmem, wciąga jak diabli i nie pozwala się oderwać. Idealne do wieczornych "sesji" z jakimś drinkiem w łapie i na wygodnym łóżku/fotelu/czymkolwiek. Polecam i pozdrawiam, Piotr Fronczewski.

Link do płyty w "czytaj więcej".