Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boris. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2011

Pink (2005)


Boryska już znacie z poprzednich postów, więc nie będę zbytnio pierdolił. Na Pink, japończycy postawili tym razem głównie na połączenie punkowej energii z metalowym brzmieniem, przynajmniej w moim mniemaniu; krótko mówiąc - noise rock. Co prawda są dwa utwory dość przypominające poprzednie dokonania (Farewell lub Blackout), lecz lwia część albumu skupia się na krótkich (jak na Borisowe standardy) i mocnych utworach. Zresztą, jest to ich bodaj najpopularniejszy album, więc i wam powinno się spodobać, złośliwi mogą powiedzieć nawet, że poszli w stronę mainstreamu. Choć no i tak w tej kategorii wygrywa New Album, he he. O nim może kiedy indziej.

Link w "czytaj więcej".

niedziela, 14 sierpnia 2011

Feedbacker (2003)


Feedbacker to jakby takie mocniejsze i bardziej smutne Flood. Nonetheless, oba albumy mają mocny, psychodeliczny akcent. Z zaznaczeniem, że Feedbacker stawia bardziej na hałas i emocjonalne podejście do tematu. Przekonajcie się zresztą sami.

Link w "czytaj więcej".

środa, 27 lipca 2011

Flood (2000)


Boris to zespół z Japonii, wykonujący... No, właściwie wszystko. Ich styl muzyczny zmienia się właściwie co płytę. Przerobili już wszystko - od hardcore punku, sludge metal, drony, ambient, psychodeliczny rock, aż po pop (!), czego przykładem są najnowsze wydawnictwa (w tym roku wyszły aż trzy ich nowe płyty, m. in. New Album, poruszający się lekko we wspomnianej stylistyce pop). Jest więc z czego wybierać. 
Chciałbym zaprezentować dzisiaj ich, bodajże mój ulubiony, album Flood. Ostatnimi czasy byłem na koncercie tego zespołu we Wrocławiu (dla waszej wiadomości - rozkurwili system), w międzyczasie słuchając właśnie tej płyty. Coś niesamowitego - każda część tego utworu (bo pomimo tego, że są oddzielne części, wszystko powinno być traktowane jako jedna całość) jest inna. Poczynając od 14-sto minutowej, zapętlonej psychodelii, przez senną i melancholijną część drugą, totalne zniszczenie w części trzeciej i spokojne wycofanie w ostatnim "akcie". Wszystko jest utrzymane w lekko mistycznym klimacie, wprowadzając słuchacza w pewnego rodzaju trans i pobudzając jego wyobraźnię. Już sama okładka płyty dużo nam wyjaśnia - spokojne, morskie głębiny... Lub też bezkresne niebo, zależnie od interpretacji. Tak czy siak, słuchając albumu, zanurzamy się i prędko nie wypływamy z tychże głębin. Czyste piękno.

Link w "czytaj więcej".