Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the fall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the fall. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 listopada 2011

Live at the Witch Trials (1979)


Dzisiaj debiutancki album mej ulubionej grupy The Fall. Live at the Witch Trials ma już pewne naleciałości cechujące następne albumy, lecz ciągle się od nich odróżnia. Brak tutaj charakterystycznego "brudu" i lo-fi produkcji - nic się nie zlewa, wszystko jest wyraźne. Sam Mark E. Smith próbuje na niektórych kawałkach śpiewać, co wychodzi mu... różnie, hieh (lecz chyba na tym polega jego urok); o wiele wypada tutaj sekcja rytmiczna, chyba nigdzie indziej nie słyszałem tak świetnej gry perkusji. Sama płyta ma w sobie dużo z punku, brak tutaj wielowarstwowości; jest za to słynna już repetycyjnosć, zamanifestowana już wcześniej przez grupę w kawałku Repetition. Chyba właśnie w tej prostocie tkwi siła albumu - bo pod tą warstwą prostych melodii i rytmu znajdują się abstrakcyjne teksty Smitha, które są już stałym elementem kolejnych płyt zespołu. Polecam zwłaszcza utwory Frightened, Rebellious Jukebox, No Xmas For John Quays (teraz już wiecie, skąd mój nick), Futures and Pasts i Music Scene.

Link w "czytaj więcej".

piątek, 6 maja 2011

This Nation's Saving Grace (1985)


Album ten uważany jest za przełomowy w karierze grupy The Fall, jak i za najlepszy album w dyskografii; według wielu późniejsze płyty nie dorównały jakością This Nation's Saving Grace. Odrobina historii: w 1983 roku, do zespołu dołączyła niejaka Brix Smith, niewiele wcześniej poślubiona żona Marka E. Smitha. Od tamtej pory w muzyce zespołu zachodziły gruntowne zmiany, warstwa dźwiękowa stała się "lżejsza", pojawiły się bardziej popowe melodie, pozbyto się ciężkiego klimatu znanego choćby z Perverted By Language. Efektem tych zmian jest właśnie This Nation's Saving Grace, stylistycznie zbliżające się bardziej ku nurtowi New Wave, niż ciężkiemu Post-Punkowi, opanowanym wcześniej do perfekcji przez ekipę Smitha. Specyficzny klimat nadało tu wykorzystanie syntezatorów (zwłaszcza na kawałku L.A.) oraz bardziej "artystyczne" podejście (jak np. I Am Damo Suzuki, który poza tym, że jest hołdem złożonym wokaliście zespołu Can, złożony jest z pociętych elementów utworów wymienionej grupy). Jednak nie zapomniano kompletnie o pierwotnym charakterze, czego wyrazem może być dość ostry i szorstki Bombast. Podsumowując, jest to jeden z najlepszych albumów The Fall jak i lat '80; dowodem na to może być prawie stała obecność w rankingach najlepszych płyt z tamtego okresu. Z mojej strony jak zwykle polecam, pozycja obowiązkowa do przesłuchania.

Link w "czytaj więcej".

środa, 4 maja 2011

Perverted by Language (1983)


To chyba mój ulubiony album The Fall, głównie ze względu na umieszczony na nim utwór Tempo House (tak, ten, od którego wzięła się nazwa bloga). Jest to taki pośrednik między punkową zadziornością Live at the Witch Trials i artystycznym podejściem na This Nation's Saving Grace. Momentami, Perverted by Language uderza po uszach swoim ostrym brzmieniem (Neighbourhood of Infinity), by zaraz potem "uspokoić" słuchacza (Garden). Zachwyca mnie swoista "surowość" płyty; Mark E. Smith nie cacka się i zabiera nas do swojego, jakby nie powiedzieć, pokręconego i "robotniczego" świata (dość powiedzieć, że nie ma ukończonych żadnych studiów i po skończeniu szkoły całe swoje życie poświęcił The Fall, co zresztą widać po ilości wydanych płyt). Warstwa muzyczna to jednak jedno, drugą b. mocną stroną są teksty. Nieprzejrzyste, pełne gierek językowych oraz nawiązań do ówczesnych lat (album został wydany w 1983 roku), powodują, że za każdym przesłuchaniem, można odkryć coś nowego. Naprawdę polecam, ja sam uwielbiam tę płytę (jak i całe The Fall) i myślę, że wam też powinna się spodobać.

Link w "czytaj więcej"

niedziela, 10 kwietnia 2011

no. 1



Pierwszy post, pierwszy link. Utwór ten był inspiracją dla nazwy bloga, jak i również dla mojego jeszcze-nie-istniejącego projektu muzycznego, który pewnie kiedyś tam zacznie działać... o ile mi się zachce.

Będę tu w miarę regularnie publikował różne "wideła", rekomendacje płytowe i inne takie bzdury, czyli wszystko to, co inni już robią na swoich blogaskach. Enjoy.