Boris to zespół z Japonii, wykonujący... No, właściwie wszystko. Ich styl muzyczny zmienia się właściwie co płytę. Przerobili już wszystko - od hardcore punku, sludge metal, drony, ambient, psychodeliczny rock, aż po pop (!), czego przykładem są najnowsze wydawnictwa (w tym roku wyszły aż trzy ich nowe płyty, m. in. New Album, poruszający się lekko we wspomnianej stylistyce pop). Jest więc z czego wybierać.
Chciałbym zaprezentować dzisiaj ich, bodajże mój ulubiony, album Flood. Ostatnimi czasy byłem na koncercie tego zespołu we Wrocławiu (dla waszej wiadomości - rozkurwili system), w międzyczasie słuchając właśnie tej płyty. Coś niesamowitego - każda część tego utworu (bo pomimo tego, że są oddzielne części, wszystko powinno być traktowane jako jedna całość) jest inna. Poczynając od 14-sto minutowej, zapętlonej psychodelii, przez senną i melancholijną część drugą, totalne zniszczenie w części trzeciej i spokojne wycofanie w ostatnim "akcie". Wszystko jest utrzymane w lekko mistycznym klimacie, wprowadzając słuchacza w pewnego rodzaju trans i pobudzając jego wyobraźnię. Już sama okładka płyty dużo nam wyjaśnia - spokojne, morskie głębiny... Lub też bezkresne niebo, zależnie od interpretacji. Tak czy siak, słuchając albumu, zanurzamy się i prędko nie wypływamy z tychże głębin. Czyste piękno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz