Krótko, Tarentel to grupa z San Francisco, grająca na początku typowy post-rock, przechodząc później w bardziej psychodeliczne klimaty, aż w końcu skończyli na ambiencie i nojzie. Wszystkiego po trochu. Album, który dzisiaj prezentuję, to nagranie dla duńskiego radia VPRO, czyli tzw. "live-in-studio". Co najmniej dwa kawałki zostały już wcześniej wydane na płycie From Bone to Satellite, lecz tutaj zostały podane w znacznie spokojniejszym tonie. Brak tutaj praktycznie ciężkich klimatów, jakiś ścian gitar, etc. Wszystko jest... ciche, jak właśnie taka typowa "muzyka tła", czytaj ambient. I to właśnie nadaje wyjątkowości tej płycie i sprawia, że regularnie do niej wracam, gdy potrzebuję wyciszenia. Polecam.
czwartek, 28 lipca 2011
środa, 27 lipca 2011
Flood (2000)
Boris to zespół z Japonii, wykonujący... No, właściwie wszystko. Ich styl muzyczny zmienia się właściwie co płytę. Przerobili już wszystko - od hardcore punku, sludge metal, drony, ambient, psychodeliczny rock, aż po pop (!), czego przykładem są najnowsze wydawnictwa (w tym roku wyszły aż trzy ich nowe płyty, m. in. New Album, poruszający się lekko we wspomnianej stylistyce pop). Jest więc z czego wybierać.
Link w "czytaj więcej".
środa, 11 maja 2011
Yerself Is Steam (1991)
Yerself Is Steam to pierwszy album grupy Mercury Rev, charakteryzujący się połączeniem "słodkawej" psychodelii (przynajmniej na pierwszej części płyty) oraz potężnego noise rocka - słowem, fan jednego lub drugiego (lub obu) znajdzie tu coś dla siebie. Sam tytuł płyty jest grą słowną na wyrażeniu "You're self-esteem" (nie wiem, jak to w dosłownym znaczeniu przetłumaczyć, chodzi tu raczej o przewartościowanie własnej osoby), które pojawia się w pierwszym utworze, Chasing A Bee. Jak mówiłem, pierwsza część płyty to słodkawa psychodelia, podana w hałaśliwym "sosie", czyniąc z tego bardzo nietypową mieszankę, której jednak słucha się z przyjemnością. Druga część jest inna, lekki klimat zastąpiła mroczna otoczka (najbardziej widoczna na monumentalnym Very Sleepy Rivers); co najważniejsze, "przejście" z jednego klimatu do drugiego nie wydaje się być zrobione na siłę, bardziej wygląda to jak naturalna kolej rzeczy (przypomina mi to album The Perfect Prescription grupy Spacemen 3, o nim też niedługo napiszę). Najlepsze wg. mnie utwory? Syringe Mouth i Frittering: pierwszy to czysta energia i moc, chwytliwa melodia w hałaśliwej otoczce; drugi to melancholijna ballada (z jedną z najlepszych solówek, jakie słyszałem w życiu, serio). Jak zwykle polecam, aż dziw, że płyta ta nie zdobyła większego rozgłosu. A powinna.
Link w "czytaj więcej".
niedziela, 8 maja 2011
Bowery Electric (1995)
Bowery Electric to pierwszy album zespołu o tej samej nazwie, który został nazwany "pierwszą falą amerykańskiego shoegaze'u". Jest to jednak krzywdzące dla grupy, jako, że muzycznie ich album odbiega od, dajmy na to, słodkawego Loveless. Ich muzyka jest zdecydowanie mroczniejsza i bardziej zbliżona się do dokonań Massive Attack na Mezzanine (aczkolwiek Bowery Electric został wydany o wiele wcześniej). Mamy tu rozmytą ścianę gitar, rytmiczną perkusję, melodyjny bass i przyciszone wokale, głównie autorstwa wokalistki Marthy Schwendener. Wszystko to okraszone mrocznym, klaustrofobicznym klimatem, który odróżnia album od setek innych "szugejzów". Co bardziej "czepliwi" mogą doczepić się monotonności na płycie, głównie ze względu na powtarzany wciąż schemat "depresyjny klimat-ściana gitar-rytmiczna perkusja". Ale według mnie, to trochę tak jak z ambientem - trzeba usiąść w jakiś leniwy, spokojny wieczór, włączyć ten album i pogrążyć się w dźwięku, bez dogłębnej "analizy" każdego utworu. Nie utrudniajmy sobie życia ;). Gorąco polecam.
Link w "czytaj więcej".
sobota, 7 maja 2011
F♯ A♯ ∞ (1998)
Prezentuję dzisiaj jeden z najlepszych albumów w historii. Nagrany w 1997 roku, F♯ A♯ ∞ jest pierwszą płytą (no, może nie do końca) kanadyjskiej grupy Godspeed You! Black Emperor. Początkowo wydane tylko na winylu, ograniczonym do 500 kopii i bez żadnego wsparcia typowo marketingowego, od razu zwróciło uwagę miejscowych pism muzycznych, które zachwalały wyjątkowość i niesamowitą głębię nagrań. Do rzeczy - album skupia się na tematyce "post-apokaliptycznej", czyli jest to jakby "theme" do końca świata. Całkiem ciekawie, czyż nie? Klimat jest pierwszorzędny; gdy słuchacz wkłada płytę do napędu - momentalnie odlatuje na ponad godzinę. Gatunkowo jest to mieszanina post-rocku i ambientu, zawarte są również sample nagrane przez członków zespołu, które pogłębiają no i tak niesamowitą atmosferę. Słowa nie są w stanie oddać geniuszu kanadyjskich muzyków, po prostu musicie sami się przekonać. "Essential listening", jak to angole mówią.
Link w "czytaj więcej".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
