sobota, 19 listopada 2011

Low (1977)


Wracamy znów do mojego ukochanego Davida Bowie. Tym razem klasyk, bo album Low, przez wielu uważany za jego najlepszy (choć ten tytuł w mojej opinii leci do Station to Station); zapoczątkował nim również tzw. "Berlińską trylogię" (choć tak naprawdę tylko album "Heroes" został nagrany w całości w Berlinie). Muzyk poszedł dalej w kierunku elektroniki i krautrocka, zapoczątkowanych na poprzednim albumie, tworząc mieszankę gitarowego grania i wszechobecnych syntezatorów. Nie bez przyczyny nad płytą pracował również Brian Eno (który, wbrew powszechnej wiedzy, nie był producentem), stąd też typowe dla niego dźwięki i rozwiązania. Low dzieli się zasadniczo na dwie części - pierwsza, stanowiąca zbitek dość krótkich, energicznych utworów w typowym dla Bowiego, eklektycznym stylu. Druga część natomiast, zaczynająca się od legendarnej już Warszawy, to same ambientowe kompozycje, tutaj wpływ Eno jest niezaprzeczalny. Właśnie te dwa oblicza, wymiary albumu sprawiają, iż jest on tak wyjątkowy. Jest to też ważny album dla mnie samego, głównie za sprawą tekstów na pierwszej, "piosenkowej" części; traktujące głównie o uczuciach i o drugiej osobie (przynajmniej ja tak to interpretuję), w pewien sposób pomogły mi wygrzebać się niegdyś z trudnej, osobistej sytuacji. Polecam posłuchać.

Link w "czytaj więcej".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz